Skip to content

Jak przyjmować komplementy?

Nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek uda mi się nauczyć przyjmować komplementy. Że pozbędę się reakcji „to nic takiego” i że nie będę zawstydzona. Myślałam, że już na zawsze jestem skazana na głupie zawstydzenie, gdy usłyszę coś miłego. Na szczęście byłam w błędzie, bo przyjmowanie komplementów jest szalenie miłe!

Kiedyś jako nastolatka przeczytałam w babskiej gazecie artykuł o przyjmowaniu komplementów. Byłam w szoku, że taka tematyka poruszona zastała w czasopiśmie dla dorosłych kobiet! Myślałam, że umiejętność przyjmowania komplementu przychodzi z wiekiem i czułam się na straconej pozycji.

Jedno zdanie z tego artykułu utkwiło mi w pamięci – by nie obniżać wartości usłyszanego komplementu. Gdy ktoś chwali Twoją bluzkę, nie zbijaj tego zdaniem „A, to  z ciucholandu”. Do dzisiaj się głowię, dlaczego upolowanie bluzki w ciucholandzie jest obniżeniem jej wartości – kupić coś w second-handzie to dla mnie wielki wyczyn. Nie umiem tam robić zakupów, czego bardzo żałuję. To dla mnie podwójny powód do komplementowania!

Dlaczego zaprzeczałam?

Komplementy są miłe, prawda? Dlaczego zatem, gdy je słyszałam, zaprzeczałam? Co złego jest w przyjęciu komplementu? Zaprzeczałam, bo wypadało. Wypadało być skromnym. Tylko czy naprawdę prawdziwą skromnością jest zaprzeczanie komplementowi, gdy w duszy się uśmiecham i cieszę? W końcu powiedziałam sobie dość. Moje zachowanie nie miało sensu. Wpływało na mnie negatywnie i z całą pewnością nie zachęcało do mówienia komplementu ponownie. A naprawdę lubię ich słuchać! Unikam osób, które na moje miłe słowa reagują zaprzeczeniem lub sobie ujmują. Przyjęcie komplementu jest w moim odczuciu formą uznania i szczerym podziękowaniem dla komplementującego. Dlaczego mu to odbierać?

jak przyjmować komplementy

Pierwszy krok – popatrzenie z innej perspektywy

To głupie, ale pierwszym krokiem do zmiany było myślenie o osobie, która mówiła mi coś miłego. Nie chciałam nikomu sprawiać przykrości i powoli uczyłam się wdzięczności i niewypierania komplementów. To była naprawdę dobra motywacja, patrząc z punktu widzenia moich wartości i tego jak funkcjonuję. Nie sądzę, że sprawdzi się u każdego, ale może warto popatrzeć na komplementy od tej strony? Pamiętaj tylko, że to ma być jedynie pierwszy krok, takie małe szturchnięcie w stronę lepszego. Zatrzymanie się tutaj, to jeszcze większy problem niż wypieranie dobrych rzeczy – to będzie postępowanie wbrew sobie. Pod żadnym pozorem nie rób tego!

Drugi krok – patrz na innych przez różowe okulary

Długo w moim życiu za punkt wyjściowy do oceny sytuacji brałam to, że jest dobrze. To był taki poziom 0. I musiało być naprawdę super, by ocena poszła w górę. Dzisiaj, wszystko miłe, udane, sympatyczne uznaję za wielki plus i zwracam na to uwagę. Norma to już jest takie +10. Bo przecież to, że ktoś poprawnie wykonał swoje zadanie, nie oznacza, że nie warto go pochwalić. Wszystko, co idzie dobrze i do przodu jest warte zauważenia i miłego słowa.

Nawet w rzeczach, które zrobiłabym inaczej dostrzegam plusy; próbuję zobaczyć to, czego sama bym nie zobaczyła i wykonała coś inaczej, np. szybciej, ale za to mniej dokładnie. W takim momencie zawsze zauważam dokładność, nawet jeśli nie była wskazana i bardziej zależało mi na czasie niż precyzji. W nowych bluzkach koleżanek nie skupiam się na tym, co mi się nie podoba (np. kolor), ale na czymś, co jest akurat w punkt (np. fason, jakość materiału). Moje komplementy są zawsze szczere, nigdy niewymuszone i staram się je mówić możliwie najczęściej. To naprawdę pomaga! Skoro ja mówię komplementy szczerze i cieszy mnie, gdy sprawię nimi komuś przyjemność, to łatwiej przyjąć do wiadomości, że inni mają podobnie jak ja. Do tego czuję, że mój świat jest lepszy i lżejszy, bo skupiam się bardziej na pozytywach.

jak przyjmować komplementy

Trzeci krok – radość z komplementów

To może się wydarzyć! Stoję czasem przed lustrem i stwierdzam, że wyjątkowo dobrze wyglądam. Czuję się swobodnie w stroju, który wybrałam; widzę, że jestem w nim radośniejsza i że do mnie pasuje. I wiesz co? Teraz jestem zawiedziona, gdy nikt tego nie zauważy! Gdy jestem z czegoś wyjątkowo dumna, to nawet czekam na miłe słowa. I nigdy, przenigdy im nie zaprzeczam. A często nawet podkreślam. Gdy słyszę „Ładny ten Twój blog”, odpowiadam „Co nie? Dzięki!”. I wszystkim jest miło – i mnie i osobie, której sklep się podoba.

Zdarza się czasem, że ktoś skomplementuje coś zwyczajnego, bo uzna to za bardziej interesujące niż ja. A czasem nawet ktoś zwraca uwagę na coś, co nieszczególnie przypadło mi do gustu, ale z jakichś powodów musiałam to wykorzystać/ubrać/zrobić. Wtedy też nie zaprzeczam! Skoro ktoś uznaje to za warte zauważenia, nie odbieram mu tego prawa. Nigdy!

jak przyjmować komplementy

To naprawdę świetne uczucie, gdy i mnie i rozmówcy jest miło. Nie wiem jak mogłam stracić tyle lat, na nic nie wnoszące zaprzeczanie w imię dziwnej wartości. Przyjmowania komplementów można się nauczyć, nawet, gdy ma się kompleksy i nie jest się pewnym siebie. Ja się tak nauczyłam! Nie sprawia mi również problemów przyjmowanie podziękowań za pomoc. Jasne, padnie czasem „Nie ma za co.”, „To drobiazg.”, ale nigdy nie w sposób deprecjonujący podziękowania.

I wiesz co? Jesteś super! Uśmiechnij się!