Skip to content

#myfirst7jobs, czyli co było przed Gray Moką?

Niewiele jest takich tagów, które mi przypadają do gustu, i na które chciałabym odpowiedzieć. Ale tag #myfirst7jobs jest wyjątkowo udany! Bardzo lubię czytać wpisy z tej serii – praktycznie wszystkie mi się podobają! Przy okazji widzę, jak szerokie możliwości dorobienia sobie mają młodsi ode mnie, i jak ograniczone mam o tym pojęcie.

Od samego początku mojego dorastania nie widziałam się w pracy na etacie. Od czasów licealnych marzyła mi się własna firma, dzięki której będę mogła wstawać o 11 i organizować sobie czas pod mój własny rytm. Wtedy miałam na myśli czytanie książek, sport i wyjścia z przyjaciółmi na imprezy. Dzisiaj mam nadzieję na pracę na własny rachunek, by móc w przyszłości lepiej zorganizować sobie czas pod to, co dla mnie ważne – dbanie o rodzinę i dom. Zabawa z dziećmi, odrabianie z nimi lekcji (choć Nishka nie poleca), chodzenie na przedstawienia i rowerowe wycieczki.

Czy to się uda? Nie zadaję sobie tego pytania. Nie przyjmuję do wiadomości, że będzie inaczej. Trzymaj za mnie kciuki!

Nie wiem jak do końca potraktować zasady taga – pierwsze siedem miejsc pracy czy zawodów? W mojej sytuacji to dużo zmienia – postaram się z tego jakoś wybrnąć. Zaczynajmy!

#myfirst7jobs

myfirst7jobs graymoka

  1. Praca ankietera
    Do dzisiaj nie wiem, co mną kierowało, gdy szukałam wtedy pracy, i co sprawiło, że się na nią zdecydowałam. Moim zadaniem było chodzenie od domu do domu i przeprowadzenie ankiety dotyczącej jakości życia we wskazanej dzielnicy Krakowa. Jako swój „rewir” dostałam dzielnicę na obrzeżach Krakowa, do której bardzo rzadko jeździły autobusy, a jak już jechały, to wydawało się, że jadą na koniec świata! Jak dzisiaj pamiętam strach, że nie będę wiedziała jak wrócić. Czego się nauczyłam? Ta praca wymęczyła mnie okropnie, ale wcale tak źle z odmowami nie było. Fakt, że w ciągu 4 godzin zrobiłam 6 ankiet – byłam wtedy pozytywnie zaskoczona tym wynikiem. I tym, w jaki sposób byłam przyjmowana – ciepło i z ciekawością. Chodzenie od domu do domu, słuchanie odmawiania uodporniło mnie na tę kwestię i wypracowało przekonanie, że warto próbować wciąż i wciąż, bo w końcu na pewno się uda. Wytrwałość prowadzi do celu! (Chwil zwątpienia miałam wiele, do dzisiaj pamiętam jak siedziałam w upale na krawężniku na tym końcu świata i żaliłam się przez godzinę przyszłemu mężowi).
  2. Infolinia Neostrady
    To miejsce, w którym spędziłam 1,5 roku. Mój prawie najdłuższy staż w jednej firmie. Dziwi Cię to? 1,5 roku pracy na słuchawce? Mnie też dziwiło, gdy tam pracowałam, bo rotacja była ogromna, a mnie się podobało. Pracowałam na infolinii przychodzącej, technicznej, której zadaniem była pomoc klientom w podłączeniu Neostrady lub rozwiązaniu problemów z Internetem. Gdyby to było cokolwiek sprzedażowego, nie podjęłabym się minuty pracy tam. Bardzo miło wspominam ten czas – satysfakcja z pomocy klientom, miłe słowa podziękowania, zgrany zespół, elastyczny grafik i całkiem niezła wypłata. To było naprawdę coś! Czego się nauczyłam? Dowiedziałam się, że pomaganie sprawia mi przyjemność, że jestem cierpliwa i naprawdę potrafię tłumaczyć. Wtedy też zainteresowałam się zarządzaniem zasobami ludzkimi – chciałam pracować w kadrach wielkich korporacji i dbać o pracowników, ich motywację i satysfakcję z pracy.
  3. Nocne inwentaryzacje
    Zanim trafiłam do HRów, dorywczo pracowałam przy nocnych inwentaryzacjach w hipermarketach. Ceniłam w tej pracy możliwość bieżącego decydowania, czy jestem zainteresowana daną inwentaryzacją czy niekoniecznie. Czego się nauczyłam? Że potrafię być na tyle zdyscyplinowana i zmotywowana, żeby zarwać noc na pracę! To było dla mnie bardzo ważne odkrycie, bo zawsze miałam się za leniwą osobę niezdolną do takich poświęceń.
    myfirst7jobs graymoka
  4. Przygoda z rekrutacją
    To miała być przepustka do pracy w korporacjach. Czy bezpłatne praktyki też liczą się jako praca? Podjęłam się takich praktyk w 3 miejscach. W trzecim zaproponowano mi po 2 miesiącach pracę na pełny etat i byłam wniebowzięta. Firma była absolutnie fenomenalna. Do dzisiaj zazdroszczę Markowi, że udało mu się stworzyć taką atmosferę – atmosferę zaufania do pracowników, do ich kompetencji i uczciwości. Z Markiem problemy się omawiało, rozwiązywało wspólnie, a nie odgórnie. W każdy piątek zbieraliśmy się na wspólnym śniadaniu z pastą jajeczną, którą przygotowywaliśmy na zmianę. To było naprawdę coś! Nie pracuję tam już 5 lat, a tradycja śniadań nadal pozostała, atmosfera jest ta sama – fantastyczne miejsce! Co w ogóle tam robiłam? Szukałam kandydatów do pracy w branży IT – programistów, testerów, administratorów; przeprowadzałam z nimi rozmowy kwalifikacyjne i przedstawiałam ich klientowi. Czego się nauczyłam? Dowiedziałam się, że istnieją uczciwe firmy, do których rano chce się wstawać. Nauczyłam się, że zaufaniem do pracowników wiele można osiągnąć i wychodzenie do nich z pozycji siły nie jest dobrym rozwiązaniem. Pracę tam wspominam do dzisiaj z wielkim sentymentem, śledzę losy firmy i od czasu do czasu utrzymuję kontakt z Kasiami, które pracują tam od samego początku. To był naprawdę wspaniały rok mojego życia!
    (Tu następuje trudny zwrot w mojej opowieści – w tym zawodzie pracowałam jeszcze w dwóch innych firmach, jednak moje obowiązki niczym się nie różniły. Czy powinnam potraktować to jako osobne prace?)
  5. Praca w IT jako analityk biznesowy i kierownik projektów
    Po ponad 2 latach szukania programistów i testerów, sama zapragnęłam zmierzyć się z branżą IT i przejść na drugą stronę barykady. Niech teraz mnie szukają! Zawsze miałam smykałkę do organizowania i planowania działań, studia dały mi podstawową wiedzę na tematy związane z programowaniem i zarządzaniem. Kiedy miałam spróbować jak nie wtedy? Zwolniłam się z poprzedniej firmy nie mając nic w zanadrzu. Przez 3 miesiące uczyłam się w domu i szukałam pracy. Bardzo miło wspominam tamten okres – mogłam dbać o siebie i o dom. Ten czas pokazał mi, że kariera dla samej kariery, zdobywania kolejnych szczebli nie jest dla mnie. Czego się nauczyłam? W mojej pierwszej pracy IT nauczyłam się dużo kwestii technicznych. Firma była mała i czasem trzeba było robić rzeczy, których się nie umiało, i z którymi nie było po drodze.
    Po roku zrezygnowałam, znowu nie mając nic w zanadrzu. Potem pracowałam jeszcze w zawodzie kierownika projektów w 2 firmach, w sumie 3 lata. To kolejny punkt, w którym nie wiem, jak potraktować swoje zajęcia – przez pryzmat zawodów czy firm?
  6. Gray Moka
    Właściciel sklepu internetowego z herbatami i autorka bloga to mój szósty „zawód”. Mam nadzieję, że tak już pozostanie.
    myfirst7jobs graymoka

Patrząc na kwestie zawodów nie uzbierałam nawet siedmiu. Licząc moją drogę zawodową na miejsca pracy – było ich (aż?) 10. Najdłużej w jednej firmie pracowałam 2 lata. Chciałam ją zmienić, ale równocześnie rozwijałam sklep i szukanie nowej pracy, wdrażanie się w obowiązki byłoby zbyt rozpraszające i bałam się, że nie znajdę czasu na Gray Mokę. Średni czas pracy w jednym miejscu to około 1 rok. Strasznie byłam wybredna, jeśli chodzi o warunki u pracodawcy, dlatego ostatecznie postanowiłam stworzyć sobie sama miejsce pracy.

Za co cenię tag #myfirst7jobs?

Za prawdę. Pokazuje, że każdy z nas, nawet najpopularniejsi, zaczynali od prostych, dorywczych i najczęściej fizycznych prac. To budujące, gdy próbuję się dogonić najlepszych, i okazuje się, że wcale nie zaczynali jako gwiazdy blogosfery. I że ja też mam szanse.

-50% wszystkie herbaty i kawy
CHCĘ SPRÓBOWAĆ